poniedziałek, 8 września 2014

Chodź na żurek!



Mistrzynią kuchni nie jestem. Zwykle moje gotowanie kończy się brudnymi garami, sztućcami, na szafkach widać ślady mąki, albo przyklejone obierki warzyw, tłuste plamy na blacie, a ubranie zdradza co w garach się gotuję.
Mój mąż jakże dzielnie znosi moje wielorazowe próby zrobienia czegoś, żeby było takie jak na obrazku w książce kuchennej. Bardzo dzielnie znosi eksperymenty kuchenne,  Wietrzy kuchnie od spalonego dymu, zdrapuję spaleniznę z kotletów, przełyka przesolone ziemniaki i papierem odsącza nadmiar tłuszczu.

Jakiś czas temu odwiedzili nasi przyjaciele ze swoim starszym o 6 miesięcy od naszego Tolka - Frankiem.
Postanowiłam nie ćwiczyć na nich swoich przepisów, nie narażać ich oczu na istne pobojowisko w kuchni. I wypaliłam po porannej kawie:

- Wiem gdzie możemy zjeść pyszny żurek.

Szybko dotarliśmy na miejsce, niestety okazało się, że może żurek mają najlepszy, ale nie ma przewijaka.
Niestety to nie smak stał się priorytetem wyboru restauracji, ale możliwość przewinięcia brzdąców i mikrofalówka, w której podgrzeją zupkę dla Franka.

Tułaliśmy się od knajpy do knajpy zadając te same pytania o przewijak i mikrofale. Zdążyliśmy zgłodnieć, aż w końcu znaleźliśmy niezłą knajpę, gdzie był przewijak, w toalecie krzesło dla matki karmiącej i duży napis, "jeśli zapomniałeś pieluszek, w restauracji są dostępne". Kucharz zgodził się odgrzać słoiczek z papkowatą zupką, a przy okazji w menu mieli żurek. Istny raj na ziemi dla rodzin z dziećmi.
Wchodzimy pewnym krokiem pchając wózki pod dwa schodki, przeciskamy się przez wąskie drzwi. Takie wejście wcale nie wskazuję, że to restauracja prorodzinna.
Naprzeciw wychodzi kelnerka, która z uśmiechem informuje:
- Oj...ale z wózkami to Państwo nie wejdą. Całą restaurację Państwo zagracą.
- Phii...zagracą? To Pani chyba naszego salonu nie widziała. - parsknęłam.
Kocyki, zabawki, leżaczki, krzesełka, misie, pozytywki, piłeczki....

No cóż zamówiliśmy jedzenie zawinięte w papier i folię w pobliskim fast foodzie i obiad zjedliśmy jednorazowymi sztućcami w naszym zagraconym salonie.











sukienka - Cubus, buty - New Balance, kamizelka - Mango, torebka - Parfois
zdjęcia - Krzysztof Kołowski

5 komentarzy:

  1. Sportowe sukienki są świetne! ładne połączenie :)
    pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  2. A ja mam kurcze problem. Oglądam, czytam..i sama nie wiem co jest lepsze-Twoje stylizacje czy Twój sposób pisania..Bo,że obie te rzeczy są wysokich lotów to pewne ;-);ale która lepsza..trzeba pobuszować po Twoim archiwum blogowym.

    OdpowiedzUsuń
  3. Bardzo fajnie wyglądasz! Jak się nie ma dziecka to człowiek nie zdaje sobie sprawy z tego jak ciężko znaleźć restaurację przyjazną rodzicom z maluchami.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za czas i komentarz:)

Jeśli chcesz być na bieżąco zapraszam do polubienia fp
https://www.facebook.com/lovecoffeeandshoes