czwartek, 4 września 2014

Mała biała



Pogoda za oknem wcale nie wskazuję, że lato się kończy. I całe szczęście, niech słońce świeci jak najdłużej. W domu jednak już czuć zbliżającą się jesień. W garnku bulgocze krem z dyni, a szafa wypluła wszystkie letnie, zwiewne sukienki, bluzki z odkrytymi plecami, które grzecznie czekają na schowanie.

Tak właśnie rozpoczynam nową porę roku. Porządkowaniem szafy. Pamiątki z wakacyjnych wojaży lądują w kolorowych pudełkach, zdjęcia zawisną w salonowych ramkach, a bikini upcham do worków z napisem lato i wcisnę na dno szafy.
O ile by łatwiejsze było te porządki, gdybym podjęła w końcu wyzwanie skrajnych minimalistów posiadania 100 rzeczy osobistych.
Jednak za każdym razem z niedowierzaniem powtarzam w głowie:
100 rzeczy? Ale stu rzeczy wszystkiego? A może by tak stu par butów, albo stu sukienek. Nie wiem tylko czy moja karta kredytowa dźwignęła by takie wyzwanie, bo półki zapewne nie.

Czy to znaczy, że minimalistką nie jestem? Przecież mieszkanie urządzone trzema kolorami, mebli brak jedynie szafy wciśnięte w każdą możliwą wnękę czy szczelinę.
No tak, ale to nie minimalizm kierował mną przy doborze mebli czy kolorów. Przyznaję się, że to czyste lenistwo. Uchwyty w kuchennych szafkach satynowe, żeby nie było widać zacieków wody, zabudowy do samego sufitu, żebym nie musiała po drabinie skakać i kurzów wysoko wycierać, z dywanów też zrezygnowałam, bo pranie, trzepanie ich to nic łatwego.

Teraz wiem, że mój pragmatyczny umysł trochę się zapomniał wybierając białe kafelki na podłodze w łazience i białą sukienkę, która niekoniecznie sprawdza się w szafie mamy małego szkraba:)








sukienka - Choies, buty - Bershka, torebka - Mango
zdjęcia - Krzysztof Kołowski

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję za czas i komentarz:)

Jeśli chcesz być na bieżąco zapraszam do polubienia fp
https://www.facebook.com/lovecoffeeandshoes