środa, 29 października 2014

Co na obiad?


Odkąd zostałam matką moim ulubionym miejscem stała się kuchnia.
Eksperymentuje ze smakami, staram się jak mogę. Jak tylko mi coś wyjdzie obdzwaniam rodzinę żeby mnie odwiedzili, i chwalę się swoim nowym daniem.
Niestety grymaszą wszyscy bez względu na wiek:

- Mi nie nakładaj, bo to z mąką
- A masz wersję bez marchewki
- A ja nie mogę czerwonego mięsa
- Poproszę o wersję bez cukru
- A te jajka to swojskie?
- A ta kasza to BIO?

W końcu każdy wyciąga zawiniątek ze swoim prowiantem. Ja z garami żarcia, będę z mężem jadła to przez najbliższe miesiące.

Co się dziwić księgarnie zamieniają się w domy książki kucharskiej. Można znaleźć absolutnie każdą pozycję  jak jeść bez mąki, sto dań bez nabiału, jeść zgodnie z grupą krwi, już niedługo będziemy jeść zgodnie z typem urody, a najlepiej sprzedającą się książką kucharska będzie 1000 dań z liścia sałaty.
O zgrozo!
Karmię zdrowo swoją rodzinę, nie serwuję im chemii na talerzu, E339, nic co szczypię w język.
Na obiad podaję kawał mięsa z ziemniakami i świeża marchewka, a na deser muffiny z czekoladą.

A co! Jedzenie to przyjemność!








spodnie, buty, koszula - Mango; marynarka - Orsay; torebki - EcoMania

piątek, 24 października 2014

Du ju spik polisz?



Praca w korporacji nie jest łatwa i nie myślę wcale o wiecznym braku firmowej kawy czy podkradania mleka z lodówki. Tych korpo ludzi po prostu ciężko zrozumieć. Używają jakiegoś dziwnego języka potocznie zwanego pinglish. I znajomość polskiego na nic się zda,i certyfikaty z angielskiego też nie pomogą.
Pamiętam pierwsze zadanie w pracy:
O 12 CET będziesz miała "kola" i pamiętaj, żeby "wyszerować skrina" i pokazać, że te "aredżmenty" są z "difolta".
Nie jestem z pokolenia które używa YOLO czy SWAG, zresztą do teraz nie wiem co to dokładnie znaczy.
Blogi ociekają "autfitami" i "lukami". Blogerki zapraszaja do "lajkowania" na "fan pejdże".
Tymczasem moja koleżanka, zupełnie niewinnie czyta reklamę "sanek race" i zastanawia się czy do sanek przyczepione są race, żeby zwiększyć doznania zjazdu efektami dymnymi. Nie przychodzi jej do głowy, że żadne race nie chodzi tylko o "rejs" czyli wyścig z języka angielskiego.

Czy da się uniknąć angielskiego w życiu codziennym?
Spoglądam na smsa od mojego męża " Sczardżowali" nas za internet" i myślę:
Chyba nie da....

Dlatego miłego weekendu...tfuu...miłego końca tygodnia:)







sukienka - Stradivarius; botki, ramoneska - Pull&Bear; torebka - EcoMania


niedziela, 19 października 2014

Złota Myśl!



Pamiętam czasy Złotych Myśli. W grubym zeszycie zapisywało się pytania i dawało każdemu w klasie do wpisania. Pytania o ulubiony kolor, datę urodzenia czy najbardziej interesujące o sympatię.
Całkiem niedawno koleżanka wyciągnęłam z szafy zakurzony zeszyt i przeczytałam swoje odpowiedzi, które udzieliłam jako nastolatka. Przyznam, że pisałam prawię enigmą, żeby nikt się nie zorientował w kim się zakochałam. No niestety po latach zapomniałam swojego kodu i nie byłam w stanie odszyfrować nawet swojego ulubionego koloru.
Kilka dni temu Mała Polka nominowała mnie do Liebster Blog Award,
Dlatego przez chwilę poczuję się jak nastolatka, odpowiem na pytania i podam Wam zeszyt do przeczytania:

1. Czy wiążesz swoją przyszłość z blogowaniem? Uzasadnij.
Nie wiem. Na razie sprawia mi to kupę frajdy i poznaję nowych ludzi. 

2. Która/który blogerka/bloger jest dla Ciebie wzorem do naśladowania? Dlaczego?
Wszystkie blogi które odwiedzam są dla mnie inspiracją. Mniejszą lub większą.

3. Co jest według Ciebie najfajniejsze w blogowaniu?
To, że po drugiej stronie jest ktoś kto czyta i lubi to:)

4. Dlaczego zdecydowałaś się na prowadzenie bloga?
Żebym nie utknęła w pieluchach i zupach przetartych, chciałam zrzucić dres i wałki z głowy,

5. Blogi o jakiej tematyce najbardziej lubisz?
Wszystkie, które mnie zainteresują, Czasem przykuję moją uwagę spódnica, fajny tekst, kluski lane, nowe ćwiczenia, nowy makijaż , a czasem porady jak uczyć malucha korzystania z nocnika.

6. Jak Twoja rodzina i znajomi reagują na Twojego bloga?
Olka...Ty masz bloga?

7. Co Cię najbardziej denerwuje u ludzi? Dlaczego?
Nieżyczliwość. Bo nie rozumiem tego.

8. Jakiej swojej cechy najbardziej nie lubisz? Uzasadnij.
Punktualność, choć powinnam użyć nad-punktualność. Zawsze jestem przed czasem i to sporo, zawsze marznę, nudzę się, czytam przydrożne plakaty, przeskakując z nóżki na nóżkę i czekam na innych.

9. Co najbardziej lubisz a czego najbardziej nie lubisz w swoim wyglądzie?
hehe....wszystko lubię:) 

10. Jakie jest Twoje motto życiowe?
Nie skupiam się być żyć zgodnie z mottem. Po prostu cieszę się z najmniejszych rzeczy. Słońca za oknem, schabowego na obiad, gałki ulubionych lodów, z budzika, którego nie muszę nastawiać J

11. Opowiedz jakąś śmieszną sytuację, która się wydarzyła w Twoim życiu.
Moje życie jest pełne zabawnych sytuacji.
Ostatnia z życia.
Mój mąż postanowił zrobić babkę makową, siedzę w pokoju i krzyczę do niego do kuchni przepis:
 - Masło utrzyj z cukrem.
Wchodzę do kuchni, a mój ukochany trzyma tarkę w ręku.
- Po co Ci tarka?
- No miałem utrzeć masło!

Mój drogi, ciasto i tak było pyszne!








spódnica - Asos, sweter i buty - Bershka, torebka - EcoMania


niedziela, 12 października 2014

Matką być....


Kilka miesięcy przed urodzeniem mojego Tolka zwanego potocznie Lorbasem albo Lorbasińskim zdałam sprzęt służbowy zapakowałam swojego kwiatka z biurka, komplet długopisów do kartonu i skupiłam się na kompletowaniu wyprawki dla malucha w domu. Już mija kilka miesięcy odkąd siedzę w domu z dzieckiem, choć z siedzeniem niewiele ma to wspólnego.
Od tamtej pory wciąż słyszę pytania:
Ile nocy już zarwałaś? Brak Ci pracy? Co Ty robisz całe dnie w domu? Nie nudno Ci?

Macierzyństwo przecież to nie są zapuchnięte oczy z worami, etat na sprzątaniu mieszkania i płacz za dawnym życiem, gdy praca była normowana.

Był jeden poranek, w którym wyglądałam jak zombie i potrzebowałam kofeiny najlepiej dożylnie, żeby ruszyć z miejsca. Ale zarwana noc to zasługa sąsiadów, którzy tak głośno polewali wódkę, że byłam pewna, że siedzą w moim salonie i wyżerają mój niedzielny obiad.

A co z resztą dnia? Lorbasiński to aktywny szkrab, którego samo pilnowanie, żeby nie zjadł skarpety,  żeby nie obił sobie głowy, żeby nie wszedł pod kanapę, żeby pampers mu się nie przelał, żeby głodny nie był, żeby zasnął w łóżeczku pochłania mi całe dnie...

Ale jak tylko mąż wraca z pracy zabiera Lorbasa i wtedy mam czas dla siebie....Maluje wtedy paznokcie, smaruję twarz specyfikami po których cera ma być gładsza, wyleguję się w kąpieli do pomarszczenia skóry, drzemię na kanapie pod ciepłym albo po prostu robię nic...

Przecież każdemu potrzebna jest chwila tylko dla siebie, w której możemy robić to na co akurat mamy ochotę, prawda?








spodnie - Asos; buty, torebka, golf - Mango; pasek - Orsay

wtorek, 7 października 2014

Czerwony nos i syrop z cebuli


No i sezon na przeziębienia uznaję za otwarty.
Na stole sterta zużytych jednorazowych chusteczek, w domu unosi się zapach malin, miodu, czosnku, cebuli i przypalonego mleka.
No ale jakoś radzimy sobie, jakoś nie dajemy się.
Patrzę przez okno i mimo czerwonego nosa, grymasu na twarzy od popijania syropu z cebuli to kocham tą jesień. Jest taka jak chciałam. Słoneczna, złota...ja lubię tą jesień....lubię ja za ciepłe swetry, za botki, za kolorowe koce, za długie wieczory, za puchowe kurtki, za gorące kakao, za książki czytane do poduszki, za ogień w kominku...

Niech taka jesień trwa jak najdłużej....










Buty, spodnie - Mango; sweter - sh; ramoneska - Pull&Bear; portfel - Stradivarius; chustka - prezent z Rumuni